referendum 2007Do dość napiętej sytuacji politycznej w kraju dołączyła kolejna “sensacja”. Jakby ludziom mało było zamieszania, jakie możemy oglądać na Wiejskiej. Otóż nowa medialna superbohaterka - Justyna Romanowska - uznała, że demokracja w Polsce jest zagrożona. I mało tego: wpadła na cudowny sposób jak uratować Polskę bez przelewania braterskiej krwi. Potrzebny będzie tylko internet. Na stronie autorki byłem już dawno temu (dowiedziałem się o niej od znajomego). Wywiązała się wtedy interesująca rozmowa na temat słuszności i skuteczności pomysłu internetowego referendum.

Ale może po kolei…

W serwisie Pardon wyszukałem artykuł pana Łukasz Medekszy rozprawiający się z pomysłem przeprowadzenia Referendum w sposób iście reporterski.  Można go przeczytać w całości tutaj: http://www.pardon.pl/artykul/1746/internautka_chce_obalic_rzady_pis

PIS Referendum 2007

Tematem rozmowy był właśnie sens tworzenie takiego referendum. Bo i po co? Zastanówmy się na chłodno, bez emocji. Co może wskórać pani Romanowska tworząc swój serwis? Bez wątpienia rozgłos. Internet już zaczyna szemrać na temat akcji referendalnej a wkrótce będzie już naprawdę głośno. Znając życie niebawem usłyszymy o tym w TV (a może już słychać?). Co jeszcze można osiągnąć przez takie referendum? Cóż, bez wątpienia kilka tysięcy adresów zamieszkania. Szczerze wątpie, że rodowitej Wrocławiance uda się zebrać ich więcej niż kilka tysięcy, ale kto wie jak to będzie. Poczekamy, zobaczymy. Dlaczego mówie o adresach? Otóż w USA już od dawna rozpowszechnione jest pozyskiwanie adresów w celach reklamowych (czyt. ulotki pod drzwiami na nasz adres itd itp) w sposób bardzo przypominający akcję pani Justyny ROmanowskiej. Nie twierdzę oczywiście, że Referendum 2007 to przykrywka dla najzwyklejszego na świecie pozyskiwania adresów. Ale może warto się nad tym zastanowić?

A co z listami? Twórczyni Referendum 2007 pisze na swojej stronie:

Adres, pod który należy wysyłać listy:
Referendum 2007
Skrytka Pocztowa Nr 137
70-779 Szczecin 39 Listy proszę wysyłać z w y k ł ą pocztą!

czy tylko mnie się to wydaje samobójstwem czasowym, czy Wam też? Listy docierają pod wskazany adres, jest ich coraz więcej i więcej i więcej… Ktoś musi je wyjąć, otworzyć, przeczytać (upewnić się, że jest tam formularz a nie np wąglik). A potem zapakować i gdzieś przechować. A, zapomniałbym! A potem zawieźć do Warszawy. Jak już pisałem wyżej nie wierze, że taka akcja osiągnie więcej niż kilka tysięcy podpisów, ale licze się z tym, że może być ich więcej. Pytanie brzmi czy pani Romanowska też się z tym liczy? Cóż, jeśli chodzi o segregację tych listów to na moją pomoc niech nie liczy.