gosia-andrzejewicz-nagroda.jpgGosia Andrzejewicz, którą darze czystą i nieskrywaną antypatią, po raz kolejny pokazała na co ją stać i jak wielki poziom reprezentuje. Jakież przeżyła bidula zdziwienie, gdy dowiedziała się, że przy odbiorze Superjedynki za debiut roku i tytuł wokalistki roku będzie musiała naprawdę zaśpiewać. Ja może powtórze: n a p r a w d e zaśpiewać. Tak sie ładnie ubrała, żeby się ludziom pokazać i nagrode odebrać, a tu masz Ci babo placek: jeszcze śpiewać trzeba. Polska to najwyraźniej taki kraj, w którym nie ma szacunku dla artystów “najwyższej klasy”.

Nie była na to przygotowana, o czym bez ogródek poinformowała reżysera. Przeżyła pewnie stres swojego życia, wiedząc że prawdopodobnie zaśpiewa bez pley… ah, pewnie przesadzam. Nie pomogły zapewnienia Zygmunta Kukli, że jej piosenka jest prosta i nawet ona nauczy się jej w mig.

Gazeta.pl pisze: zespół, z którym przybyła na próbę najlepsza debiutantka i wokalistka, okazał się na dodatek atrapą sceniczną. - Oni nawet nie są muzykami, nie znają się na tym - dyskutowała Andrzejewicz, która twierdziła, że na przygotowanie się do występu w amfiteatrze potrzebuje… dwóch tygodni. Dyskusji jednak nie było żadnej i próbę piosenkarki przesunięto na późny wieczór. W tym czasie ona i jej zespół poszli odrabiać lekcje.

Ciekawe czy ze stresu zapomniała tych wszystkich swoich ”jehe” i ”je-e-haa”? Tak ładnie jej te wzdychania idą…

gosia-andrzejewicz.jpg